„Środowisko musi się przebudzić” – zapis dyskusji dotyczącej aktualnej sytuacji kibiców piłkarskich w Polsce

Zapis dyskusji, która odbyła się pierwszego dnia 15 III 2012 w ramach konferencji Socjologiczne eksploracje po przestrzeniach współczesnego sportu na PGE Arenie w Gdańsku.  

Karol Nawrocki (IPN/UG):

Od zawsze jestem kibicem gdańskiej Lechii. Bardzo miło słyszeć mi, że niezależni naukowcy tak wypowiadają się o kibicach gdańskiej Lechii i o kibicach ogólnie. Ja publikując swoje teksty często jestem wyzywany od osób, które chcą hołdować bandytów, pseudokibiców. Czuję, że nie jestem sam w tej walce o prawdę, bo z tego co mówili Panowie i co jest oczywiście faktem, pewne dewiacje są w środowisku kibiców obecne.

Mariusz Czubaj (SWPS Warszawa):

Jak wszędzie.

Karol Nawrocki (IPN/UG):

Jak wszędzie. Są na pewno marginesem, a nie są tak ważne by o nich pisać, by o nich mówić. Ja chciałem też powiedzieć i zapewnić też wszystkich Państwa i Panów, że kibice gdańskiej Lechii marketyzacji się nie poddają. Uczestniczą w wielu antymarketyzacyjnych inicjatywach m.in. obchodzili bardzo godnie Dzień Żołnierzy Wyklętych, drugi w historii Polski. Także na trybunach pojawiały się transparenty dotyczące mało powszechnych dat historycznych, tak jak 17 września 1939 roku, która zawsze jest przypominana na stadionie Lechii. Była przypominana na stadionie Lechii przy ulicy Traugutta, podobnie będzie z Baltic Areną, ale ja mam pytanie do Pana doktora o kibiców Twente – Czy te akcenty historyczne i polityczne są obecne również na stadionach holenderskich? Dziękuję bardzo.

Radosław Kossakowski (UG):

Dziękuję. Akurat pod tym kątem nie badaliśmy ani kibiców Lechii, ani kibiców Twente, oczywiście z kibicami Lechii było prościej, bo mamy większą wiedzę. Również ta tradycja historyczna, którą ksiądz Wąsowicz opisał w „Biało-zielona Solidarność” jest powszechnie znana. Zresztą Pan dał przykład o żołnierzach wyklętych, byłem na meczu z Wisłą Kraków, więc też widziałem. A propos też ciekawa – szybko się odniosę – bo w zeszłej rundzie na meczu z Górnikiem Zabrze kibice rozwiesili taki transparent – 17 września 39-czwarty rozbiór Polski – to a propos zmian, przemian sportu. Spiker trzy razy prosił o zdjęcie tego transparentu, nie związanego z meczem i chyba za trzecim albo czwarty razem został zdjęty. To też ma ciekawe – moim zdaniem – odniesienie do tego czego się oczekuje na stadionie. Oczywiście nie było to związane z meczem, ale generalnie wolność słowa na stadionie też powinna obowiązywać lecz to inna para kaloszy. Natomiast jeśli chodzi oTwente, to myśmy się tym nie zajmowali, ale z tego co wiem to tam takiego zaangażowania nie ma. Na przykład – co mnie bardzo zaciekawiło – tak jak w Polsce jest mecz reprezentacji Polski – to znaczy to było dotychczas, bo teraz kibice klubowi w dużej mierze bojkotują albo jest z tym problem, jeśli chodzi o uczestnictwo w meczach reprezentacji, Polska-Niemcy to był dobry przykład. Generalnie zawsze było tak, że jak jedziemy na ten mecz to jest pakt o nieagresji i wspieramy reprezentację Polski, natomiast w Holandii w ogóle kibice klubowi nie interesują się wspieraniem reprezentacji Oranje. W Polsce to było bardziej dostrzegalne, natomiast w Holandii ten kontekst patriotyczny czy narodowy nie jest tak obecny jeśli chodzi o kibiców klubowych. Pytanie dlaczego? Być może to jest kwestia innej kultury, innego dziedzictwa, być może ten patriotyzm u Holendrów wygląda. Ale na sto procent mogę powiedzieć, że tego kontekstu historyczno-politycznego, który jest tak silny w Lechii tam się kompletnie nie wyczuwa, nie ma żadnych transparentów. Jest against modern futbol, takie rzeczy się pojawiają, natomiast nie ma tam polityki żadnej typu historia Holandii itd.

Mariusz Czubaj (SWPS Warszawa):

Mogę się jeszcze ja odnieść do Pana i wtrącić trzy zdania do Pańskiej wypowiedzi. Oczywiście wiadomo, że to się w Europie rozmaicie rozkłada, takie zaangażowanie polityczne kibiców. Był wymieniany przykład Besiktasu Stambuł, klubu niesłychanie zaangażowanego politycznie, lewacy. Oni przychodzą na mecz, żeby wykrzyczeć hasła polityczne mówiąc najkrócej. Można zresztą sobie pooglądać znakomite filmiki pokazujące to zjawisko. Parę klubów włoskich również z tego jest znanych. Natomiast a propos Holandii to jest ciekawa rzecz. Często w opracowaniach dotyczących socjologii futbolu, czy antropologii futbolu, można znaleźć takie komentarze, w których mówi się, że holenderski styl grania w piłkę nożną jest jednym z – można by tak powiedzieć – czynników kształtujących tożsamość współczesnego Holendra. To znaczy, że generalnie Holender wie, że wymyśliła futbol totalny. I był tam trener Michels, który nie przypadkiem został uznany trenerem stulecia w ankiecie FIFA w 1999 roku, twórca – jak się powszechnie uważa – owego futbolu totalnego. Sławna reprezentacji Holandii z lat 70 tych z Cruijffem, Neeskensem i paroma innymi, jest o tyle reprezentacją głośną, że mówi się, że oni stworzyli jedno ze źródeł tożsamości współczesnego Holendra, o ile coś takiego jak tożsamość holenderska istnieje, bo wielu twierdzi, że nie istnieje. Ale ci co twierdzą, że istnieje wskazują na ów holenderski styl grania w piłkę nożną jako jeden z czynników.

Jacek Burski (UŁ):

Chciałem powiedzieć, że – jeśli ktoś czuje się zbytnio przygnieciony faktem, że polskie stadiony się zmieniają i rośnie kontrola – zapraszam Was kolegów do Łodzi, wspaniały stary styl kibicowania jest tam aktualny. Rozumiem, że były prowadzone wywiady z kibicami gdańskiej Lechii i chciałbym się odnieść do takiego problemu, bo tu kwestia samego stadionu jest bardzo żywo komentowana. Czy fakt przenosin z Traugutta na PGE Arena był w jakiś sposób przez was bardziej omawiany? Czy dopytywaliście o to jaki był stosunek kibiców Lechii do zmiany czegoś co jest kluczowe dla tej wspólnoty, można powiedzieć świątyni, pozostając przy tych konotacja religijnych. To jest właśnie moje pytanie o wywiady z kibicami. Dziękuję.

Radosław Kossakowski (UG):

Oczywiście pytaliśmy o to. Pytaliśmy nie tylko kibiców, ale też prezesa Lechii, czy prezesa Lechii Operator czy pana Zbigniewa Zalewskiego, który organizuje muzeum Lechii, zresztą skądinąd skarbnicę wiedzy od dziecka, można powiedzieć że wyssał z mlekiem matki Lechię. Generalnie jeżeli można by uogólnić te postawy, to wygląda to tak, że stadion na Traugutta zostanie w naszych sercach, ta nostalgia i to jest rodzaj naszego domu, ale akceptujemy nowy stadion. Na swój sposób się z niego cieszymy, ponieważ jak gdyby taki jest czas. To znaczy –   ten stadion nie jest stadionem Traugutta i pewnie nigdy nie będzie – natomiast docenia się pewne elementy, które są po prostu lepsze, czyli np. można – za przeproszenie – w większym stadzie kibicować, akustyka jest lepsza itd. Również do prezentowania opraw kibicowskich. Oczywiście to jest takie zaakceptowanie przemian po prostu, natomiast z zostawieniem – górnolotnie mówiąc – w sercu Traugutta. Z resztą ciągłe odwoływanie się do Traugutta do domu, w którym się wychowaliśmy, z którego wyszliśmy, pojawia się w oprawach. Jedna z ostatnich opraw, która w miesięczniku „To my kibice” zajęła drugie miejsce jeśli chodzi o oprawę jesieni, to brzmiała ona mniej więcej tak: Uważaj Danuta, to my bandyci z Traugutta czy coś takiego, mogłem coś przekręcić, ale mniej więcej tak to brzmiało. Jak gdyby, to odniesieni do Traugutta cały czas jest, ale na nowym stadionie również jesteśmy my, jesteśmy u siebie, jest Lechia, itd. Oczywiście pytanie czy tak rzeczywiście myślą, czy to jest rodzaj oficjalnej wykładni – tego nie jestem w stanie powiedzieć. Natomiast gdy rozmawialiśmy z prezesem Lechii Operator, to on wspominał o kilku głosach krytycznych czy o kilku głosach, które do niego dochodziły, niechęci do nowego stadionu, ale on to zinterpretował takimi powodami interesu. O czym pan profesor wspomniał, że część kibiców być może miała interesy związane ze starym stadionem np. związane z cateringiem czy z czymś innym, co już tutaj nie jest możliwe, bo jest inaczej rozwiązane. Natomiast mówił, że były to jednostkowe głosy i większość generalnie się cieszy. Również pan Zbigniew Zalewski z muzeum akceptuje tę przemianę, chociaż ta historia jest niezwykle ważna dla jego tożsamości.

Stanisław Kamykowski (UWr):

Ja mam taką prośbę, żebyśmy w takim gronie – a może zapytanie – czy moglibyśmy się pokusić o pewną prognozę tego co będzie dalej? Przyglądając się środowisku – użyłem słowa środowisko – kibiców od początku lat 90tych. Mieliśmy ten nurt chuliganów, na który mogliśmy sobie patrzeć: mecz Polska-Anglia w Chorzowie, 97 rok i sytuacja w Słupsku z Przemkiem Czają, którą jak nastolatek mogłem obserwować na ulicach swojego miasta. Ten etap chyba skończył się na Grabiszyńskiej we Wrocławiu, tak mi się zdaje, kiedy była pacyfikacja policji, kiedy policja nagle zaczęła dominować nad kibicami, potrafiła sobie poradzić z kibicami, z tym nurtem. Ci ludzie – tutaj nieobecny Dominik Antonowicz kilka miesięcy temu w wywiadzie jakby przewiduje wejście tego środowiska, tych kibiców którzy bawią się w tzw. ustawki, że być może kiedyś oni zostaną zinstytucjonalizowani i będziemy mieli nową wersję MMA – troszeczkę bardziej zespołową – walk w klatce. Mamy ruch ultras – 97 rok, powstają Cyberf@ni, chyba pierwsza grupa w Polsce. To jest ruch, który w tej chwili dominuje na stadionach – nie jeśli chodzi o hierarchie, bo grupy sportowe są dominujące oczywiście – natomiast jeśli chodzi o liczbę, o zaangażowanie, o widoczność tych ludzi. Mamy coraz bardziej rozrastające się sektory rodzinne, chociaż wydaje mi się, że w Polsce – odwołam się do artykułu w „Studiach Socjologicznych”, tam często były nawiązania do Anglii – nie ma takiego zapotrzebowania, tym bardziej, że zwiększyliśmy ilość przestrzeni budując stadiony w Gdańsku, we Wrocławiu, w Krakowie remontując, Legia w Warszawie, te stadiony zwiększają swoją objętość i ilość ludzi. Chyba Legia Warszawa jest najlepszym przykładem, że nie dało się w Polsce wymienić kibiców nawet przez kampanię z truskawkami i Olafem Lubaszenko. Nie da się tego zrobić – tutaj Michał się śmieje – ale wydaje się, że w Polsce nie ma takiego zapotrzebowania. Biorąc pod uwagę to co zostało powiedziane, ta grupa ma duży kapitał społeczny którego jest świadoma. OZSK razem z Fundacją Republikańską pisze, czy próbowało pisać ustawę dotyczącą imprez masowych. Czy potrafilibyśmy się pokusić o to, w którą stronę pójdzie to środowisko? Wydaje się duży kapitał społeczny – 100 tysięcy ludzi na jednej kolejce ekstraklasy, dwie kolejki to są ludzie, którzy są w stanie zebrać podpisy pod ustawę. Czy oni będę w stanie wykorzystać? Czy mamy liderów? Czy tymi liderami będą ludzi tacy jak Piotr Staruchowicz czy na przykład we Wrocławiu Roman Zieliński? Widzę Pan profesor już kręci głową, tak to jest człowiek skrajny, który ostatnio…

Tomasz Szlendak (UMK):

Kręcę głową, że to nie może być przyszłość.

Stanisław Kamykowski (UWr):

Kończąc, Piotr Staruchowicz, który kończy swój wywiad słowami „Bóg z nami, chuj z nimi”. To jest człowiek, skrajny, który moim zdaniem nie jest w stanie poprowadzić. Czy jesteśmy w stanie się pokusić, również na podstawie badań, bo to jest rzecz, której nie mieliśmy… W którym kierunku pójdzie to środowisko? I czy ta siła społeczna, ten kapitał społeczny, potencjał jest do zagospodarowania? A jeżeli tak to czy przez to środowisko czy może przez kogoś z zewnątrz? Dziękuję.

Tomasz Szlendak (UMK):

Przede wszystkim to czy Mariusz będziesz chciał coś powiedzieć o przyszłości?

Mariusz Czubaj (SWPS Warszawa):

Nie.

Tomasz Szlendak (UMK):

Oczywiście zastanawiam się co się będzie działo, jak ten potencjał społeczny będzie skapitalizowany – tak bym to ujął. Mam wrażenie – przynajmniej ja – że środowisko się w pewnym sensie profesjonalizuje, zaczyna dostrzegać swoją wartość i że jest zasobem w kapitalizmie kognitywnym. Coraz częściej w materiałach, które studiujemy czy w tym co widzimy, że zaczynamy dostarczać konceptu, za który ktoś dostaje pieniądze. To może my powinniśmy być podmiotem w tej grze gospodarczej. Tutaj są role pewne przypisane takim osobom, o których Pan wspominał,  które próbują w wielu miejscach, co dla nas też jest pewnego rodzaj – przepraszam bardzo – pasożytnictwem, zarabiać pieniądze na tym kapitale społecznym, na tym kapitale kulturowym, który jest tutaj rozważany. To jest kłopot, środowisko musi się przebudzić. Ja mam takie wrażenie, że ono ma coraz większe poczucie własnej mocy. Nie chodzi tutaj o żadną moc fizyczną, tylko moc w ramach obrotu gospodarczego najzwyczajniej. I to jest taki moment, który zadecyduje o wyjściu z ukrycia. Z całą pewnością musi przełamać jakąś taką hegemonię pewnej wizji kibicowania w Polsce. Z tym będzie piekielnie trudno, dlatego że nie ma żadnego mainstreamowego medium, które by mówiło o różnych stronach kibicowania. Nie ma takiego medium, które by przybliżało to.

Stanisław Kamykowski (UWr):

Solorzowi się zdarza. Ze względu na Śląsk, ale się zdarza.

Tomasz Szlendak (UMK):

Zdarza się, to dobrze, że się zdarza. To skutki nowego, tak mi się wydaje. Inna jeszcze sprawa, że w Polsce piłka nożna nie ma jeszcze de facto tak dużego wzięcia jak to jest przedstawiane w przestrzeni medialnej. Ja sam jestem z Torunia, Dominik Antonowicz tu wspominany jest ultrasem Apatora, że się tak po staremu wyrażę, żużla. To też jest a propos jego opinii, on tez jest osobą którą z Radkiem musimy czasem pacyfikować, ponieważ jest osobą nieobiektywną, tak mówiąc delikatnie. Pewnie mu się uszy czerwienią, ale on czasem mówi w imieniu środowiska, nie dostrzegając  pewnych negatywnych spraw, na przykład tego, że środowisko daje sobą manipulować, przez brak kapitału kulturowego. To są osoby, których nie więcej niż kilkanaście procent ma wyższe wykształcenie albo zaczyna mieć to wyższe wykształcenie, ponieważ chodzą do różnych szkół. Raczej takie, którymi łatwiej jest sterować. Musi się to uczynić klasą, która sama dla siebie będzie zrozumiała i ważna, wtedy będzie miała jakąś siłę przebicia. Na razie chyba tak się nie dzieje.

Radosław Kossakowski (UG):

Ja chciałbym doczekać czasu, choć nie mam właściwie w tym interesu żadnego, żeby w ten sposób mówić, ale to co Michał dzisiaj rano opowiadał o tych próbach w niektórych krajach, że tam miejsca stojące się pojawiają, o racach już nie mówię. Nim się to w Polsce zdarzy to jeszcze poczekamy. Na pewno ruch najbardziej żywiołowych kibiców nie zniknie, bo tak jak Tomek powiedział, przy bardzo lichym poziomie polskiej piłki, oprócz wyjątków oczywiście, które się zdarzają, właściwie często nie ma na co innego przychodzić na te mecze, jak właśnie dla ludzi, którzy się organizują i po nocach szyją prawie wielohektarowe opraw. Myślę że to się na pewno zachowa, a sam osobiście myślę, też o tych sytuacjach w Niemczech czy o Skandynawii, gdy się najpierw pojawi pomysł odkręcania krzesełek, żeby część osób mogła stać, a potem być może jakaś forma pirotechniki, w takim sensie, że ktoś dostaje prawo, ale za pełną odpowiedzialność. Rzucisz, masz wysoką karę. Zresztą tak Twente – nam pracownik powiedział, że – oczywiście dialog tam jest pomiędzy kibicami, ale ponieważ prawo nie pozwala na pirotechnikę w Holandii, to klub mówi: Rzucicie – wy płacicie – na tej zasadzie. Być może kiedyś u nas się stanie, będzie to możliwe na zasadzie restrykcyjnej odpowiedzialności. Rzucisz albo coś podpalisz – zapłacisz bardzo dużo. Ja generalnie jestem optymistą, nie wydaje mi się, żeby ten ruch został uśmiercony, że tak powiem.

Mariusz Czubaj (SWPS Warszawa):

Jednak dwa zdanie powiem jeszcze, Tomkowi Szlendakowi dedykuję. Mianowicie jakiś czas temu byłem zaproszony do jednego z tych kanałów sportowych, właśnie żeby coś o kibicach tam podpowiadać. No i podchodzi taki gentleman w pewnym momencie, łysy, taki kark i tak dalej. Zaczyna strasznie pomstować. Było to w czasach, kiedy Legia Warszawa jeszcze kiepsko grała w piłkę, cały czas nie gra za dobrze, ale kiedyś grała gorzej niż teraz. To wszystko zmierza ku złemu – tak bym najkrócej ujął tą jego wypowiedź, jakkolwiek była ona rozbudowana i zawierała ekspresywne sformułowania. Poszedł sobie, ja się pytam dziennikarza Słuchaj, a kto to był? On na mnie takie wielkie oczy patrzy na mnie i mówi: Nie wiesz? To brat Starucha. Zamilkł na chwilę i mówi: On jest jego managerem. Krótko mówiąc, nawet Staruch musi mieć managera. To znaczy, że cała historia związany z tym, że my postrzegamy pewne grupy, w tym grupy kibicowskie jako jadące na pewnym spontanie i takie gdzie poziom niekontrolowanej ekspresji jest podstawowym sposobem bycia, to nie do końca też tak jest. Mamy niewątpliwie do czynienia, czy będziemy mieli do czynienia z instytucjonalizacją tych zachowań kibicowskich. Myślę, że w znacznej mierze takim czynnikiem napędzającym tę instytucjonalizację będą portale fanowskie, portale kibicowskie, które ujednolicają, można powiedzieć, pewne sposoby działania, styl kibicowania najkrócej rzecz biorąc. Pewną świadomość związaną z kibicowaniem również kształtują. Dlatego najbardziej fascynujące jest w tym wszystkim to, że nie wiadomo, w którą stronę się to wszystko potoczy i w którą stronę pójdzie. Jakkolwiek pewne procesy instytucjonalizacji zjawisk, które na ogół traktujemy jak zjawiska spontaniczne się dokonuje. Taką mam intuicję.

Tomasz Szlendak (UMK):

Jeszcze tylko jedno zdanie. Nie zwracamy uwagi też mówiąc o przyszłości na dynamikę wpływu medialnego. To znaczy mam takie wrażenie, że kibice w Polsce po części zachowują się zgodnie z etykietą, która jest im zewnętrznie nadawana. To znaczy starają się być jeszcze gorsi niż to co jest w przekazie publicznym w niektórych przypadkach o nich mówione. Dopóki to będzie funkcjonowało to trochę będzie na zasadzie samospełniającego się proroctwa, w wielu sytuacjach. I to jest to zagrożenie dla przyszłości. Znaczy dopóki nie zmieni się dyskusja i sposób omawiania tego rodzaju spraw, informowania o kibicowaniu, dopóty też pewne grupy będą się zachowywały zgodnie z tą etykietą, więc ja jestem trochę bardziej sceptyczny niż Radek.

Radosław Kossakowski (UG):

To znaczy ja nie mówiłem – tak jak Pan profesor tutaj wspomniał – o tych wszystkich działaniach typu portale, bo one oczywiście są. Samo stowarzyszeni Lwy Północy, to jest szereg działań, nie tylko organizowanie wyjazdów, gdzie trzeba to przygotować, wynająć pociąg specjalny. Na przykład bardzo to jest ciekawa sytuacja, gdy PKP mówi 70 tysięcy, Lwy Północy mówią za dużo, idą do policji i mówią pogadajcie z PKP, bo jak nie, to pojedziemy w tysiąc aut i nie ogarniecie tego. Więc policja dzwoni na PKP i mówi dajcie im za 50 tysięcy, bo w jednym pociągu łatwiej jest ich kontrolować, ale to jest szereg innych czynności, jakieś akcje charytatywne, zapraszanie dzieci z małopolski na wakacje, domy dziecka itd. Mamy w Polsce raczkujące sytuacje klubów piłkarskich, które są odratowywane przez kibiców, to jest Hutnik Kraków, Szombierki Bytom, Stilon Gorzów, Odra Wodzisław, gdzie kluby upadły, a kibice, świadomość kibicowska, wchodzi z tego emocjonalnego pułapu kibicowania i że takiej spontanicznej ekspresji, w praktyczny wymiar, gdzie trzeba już po prostu zapłacić fakturę, stadion przygotować itd. Moim zdaniem to jest kolejny etap w kibicowaniu po tym spontanicznym, takiego angażowania się praktycznego. To często widać w rozmowach z kibicami, którzy wiele lat już kibicują, opowiadali, że przyjeżdża zgoda do Lechii, czyli np. Wisła, to często oni w ogóle nie oglądają meczu, ponieważ muszę pomagać, ogarniać wszystko – catering, nocleg itd. To 2 minuty popatrzą na boisko bo jest tysiąc innych spraw. My o tym nie wspomnieliśmy, bo to jak gdyby jest inne pole działalności, na którym się nie skupiamy tak bardzo.

Anna Giza-Poleszczuk (UW):

Chciałam zapytać jaki jest stosunek kibiców do społecznie odpowiedzialnych działań UEFA wobec kibiców – w postaci ambasad kibiców, daleko nie szukając oraz działań stowarzyszonej z UEFĄ organizacji Nigdy Więcej, która walczy z rasizmem na stadionach?

Radosław Kossakowski (UG):

Powiem tak, jeśli chodzi o stowarzyszenie Nigdy Więcej, to słyszałem wiele niepochlebnych informacji ze strony kibiców. Ja nie chcę w to wchodzić, bo nie drążyłem tego tematu. Natomiast często były to krytyczne opinie, że szuka się tego rasizmu często trochę na siłę, a druga spraw to te wysepki kibiców, to generalnie kibice klubowi, z którymi rozmawiałem nie identyfikują się z mistrzostwami Europy. Według nich to nie jest impreza dla kibiców przede wszystkim. Dlatego tworzenie tych wysepek jest trochę na siłę, chociaż niektórzy z nich – mówię tu o kibicach Lechii – angażują się w projekt Kibice razem. To jest powiązane trochę z  Euro. Natomiast generalnie, jak się fan ziny poczyta, czy wypowiedzi, to generalnie jedzie się jak po łysej kobyle jeśli chodzi o Euro 2012 jako taki ekstremalny przejaw imprezy nie dla kibiców, tylko sponsorów, działaczy.

Mariusz Czubaj (SWPS Warszawa):

Dwa zdanka do tego, mianowicie zwróćcie uwagę, że bardzo ciekawym również z teoretycznego punktu widzenia jest badanie nie tylko tego co się mówi na temat Euro na przykład, ale o czym się milczy w przypadku Euro. To znaczy zawsze taka analiza – powiedziałbym – świata nieprzedstawionego, tego co jest w tej sferze przemilczanej jest również symptomatyczna i interesująca. Zwróćcie uwagę Państwo, że trafia do nas slogan Biedronki, że wszyscy jesteśmy jedną drużyną, to raz. Natomiast generalnie akcentuje się coś co jest całkowitą nieprawdą, akcentuje się to, że to są tzw. nasze mistrzostwa. One nie są nasze, tylko są firmy, która się nazywa UEFA, a my jesteśmy wykonawcami albo podwykonawcami, zależy jak na to spojrzeć. Z teoretycznego punktu widzenia, wydaje mi się, że warto zastanowić się nad tym o czym się nie mówi, a nie tylko o tym o czym się mówi. To jest jedna rzecz, a druga bardziej ogólna to, z piłka nożną zwłaszcza, a w bardziej ogólnym planie także ze sportem to jest ta przestrzeń, na której znają się absolutnie wszyscy, tak jak na pogodzie i paru innych sprawach. W związku z tym wszyscy czują się absolutnie uprawnieni żeby opowiadać o kibicach, o tym jacy są okrutni, źli, odrażający, brudni. Natomiast bardzo się cieszę, że ta konferencja się odbywa, dlatego że tak mniej więcej ubiegłego roku podejrzewam na palcach jednej ręki i to ręki drwala można by było policzyć tego rodzaju przedsięwzięcia. Gdzie tematem – przesadzam oczywiście trochę, ale na prawdę nie dużo – gdzie rzeczywiście tematem pewnej refleksji o charakterze akademickim byłby sport. Więc wam też chwała za to, że mamy okazję tutaj o tym porozmawiać.

Składamy podziękowania organizatorom konferencji za zgodę na opublikowanie zapisu oraz uczestnikom za okazaną pomoc. Redakcja

Print Friendly

Download PDF