Jak politycy (nie)korzystają z internetu

Tytuł mojego artykułu początkowo może zaskakiwać i sugerować, że polscy politycy nie używają internetu w żadnym obszarze swojego życia. To jednak byłoby zapewne duże nadużycie, ponieważ można domniemywać, że każdy lub ewentualnie zdecydowana większość korzysta z sieci w różnych celach, zarówno zawodowych, jak i prywatnych. Moim celem jest jednak pokazanie, że internet jest słabo wykorzystywany przez nasze „elity” polityczne do znalezienia nowych wyborców, prezentację własnego programu oraz szeroko pojętego marketingu politycznego.

Tę prawidłowość doskonale pokazał raport przygotowany wspólnie przez CBOS i Instytut Spraw Publicznych pt. „Internet w kampanii wyborczej 2011”.1 To, że w Polsce można wygrać wybory bez dobrej kampanii w Internecie nie jest żadną niespodzianką. Niewiele jest krajów, gdzie internet odgrywa naprawdę dużą rolę w kampaniach wyborczych i głównie dzięki  niemu można  wygrać wybory. Na to potrzeba w Polsce jeszcze sporo czasu. Statystyki umieszczone na wykresie poniżej 2 pokazują, że najważniejszymi źródłami wiedzy o polityce są dla Polaków programy publicystyczne i informacyjne w telewizji (63 proc.), następnie gazety papierowe oraz spoty i reklamówki w radiu i telewizji. Dopiero na czwartym miejscu 26% badanych wskazało ex aequo audycje informacyjne i publicystyczne w radiu i internet.3 Dlatego właśnie polscy polityce myśląc krótkofalowo koncentrują się na kampanii tradycyjnej, która w w szybkim czasie przynosi lepsze efekty, a kampanie internetowe są albo w ogóle nieobecne, albo nieprofesjonalne i spychane na margines.

Z drugiej strony te 26% to wcale nie jest mało i wydaje się dziwne, że polskie partie niespecjalnie starają się ich do sobie przekonać. To w zdecydowanej większości młodzi, często dobrze wykształceni ludzi, którzy informację czerpią głównie z internetu. Zazwyczaj nie mają oni jasno sprecyzowanych poglądów politycznych, nie są tzw. „twardym elektoratem”, a decyzje wyborcze mogą podejmować ze względu na impuls, pierwsze wrażenie itp. Według mnie powinni być oni dla partii politycznych ważną grupą odbiorców, ponieważ posiadają duże możliwości mobilizacyjne, co pokazały między innymi ostatnie protesty przeciwko ACTA. Są oni także kapitałem dla partii, ponieważ będą głosować jeszcze w wielu wyborach i chyba warto zabiegać o ich lojalność właśnie poprzez budowanie trwałego i dobrego wizerunku w Internecie, z którego bardzo dużo korzystają. Dowodem na to jest fakt, iż ten sam raport pokazuje, że  w grupie wiekowej 18-24 lat, kolejność ważności źródeł wiedzy o polityce zmienia się radykalnie i na pierwszym miejscu jest internet, który wymienia aż 65% respondentów. Im szybciej partie to zrozumieją, tym większą będą mieć szansę na dobre wyniki w przyszłości. Jednak, aby to uczynić należy porzucić myślenie o „tu i teraz” i pomyśleć bardziej przyszłościowo. To trudne zadanie dla polityków żyjących mentalnie w czasach TV, radia i gazet, ale na pewno wykonalne.

Dr Jarosław Zbieranek, który jest jednym ze współautorów przywołanego wcześniej raportu w wywiadzie dla Gazety Wyborczej mówi, że w czasie kampanii w sieci dominowała tania prowizorka. Przywołuje dane, z których wynika, że wśród 1,5 tys. kandydatów na posłów i senatorów swoją stronę internetową miał mniej więcej co trzeci. Częściej mieli je kandydaci do Senatu (46 proc. badanych) niż do Sejmu (26 proc.).4 Gdy kandydat posiadał już własną stronę internetową, to miała ona dość sztampowy wygląd i przekaz. Dominowały na niej zdjęcia i informacje o kandydacie, które równocześnie zamieścił na ulotkach czy plakatach wyborczych. Rzadko kiedy posiadały nieszablonowe elementy, jak na przykład ciekawe animacje, które mogłyby zwrócić uwagę internautów i sprawić by zapamiętali nazwisko kandydata. Szczegółowe informacje na temat zawartości stron internetowych kandydatów pokazuje poniższy wykres.5

Dla mnie osobiście ciekawą informacją jest to, że wśród kandydatów do Sejmu w Internecie obecni byli „liderzy” list, z których 41 proc. z nich miało strony, podczas gdy wśród kandydatów z pozostałych miejsc 21 proc. Jest to dla mnie zastanawiające, ponieważ powszechnie wiadomo, że pierwsze miejsca na partyjnych listach dostają zazwyczaj politycy znani, którzy często są pokazywani w mediach tradycyjnych. Mają oni o wiele większe szanse na wejście do parlamentu ze względu na dobre miejsce na liście i nie muszą się dodatkowo promować. Wydaje się, że to kandydaci z dalszych miejsc powinni robić wszystko, aby zostać zapamiętanym przez potencjalnych wyborców, tak aby przy głosowaniu wyborcy nie stawiali krzyżyka na początku listy. Są oni o wiele rzadziej pokazywani w telewizji, zapraszani do radia czy opisywani w prasie, więc jak najszerzej powinni się promować w Internecie. Nikt im nie każe robić tego samodzielnie, na rynku istnieje naprawdę sporo agencji, które specjalizują się kampaniach internetowych. Jej koszt jest także o wiele niższy od tradycyjnej kampanii np. w telewizji czy na ulicy. Czy zmieni się to w najbliższych wyborach? Podejrzewam, że tak.

Oto wykres pokazujący, jak rozkładał się procent kandydatów posiadających stronę internetową w zależności od różnych zmiennych.6

O zależności między posiadaniem strony internetowej, a miejscem na liście pisałem już wyżej.

Warto natomiast porównać aktywność członków danych partii politycznych. Widzimy, że ponad 50% wszystkich kandydatów z Platformy Obywatelskiej miało własną stronę www. Jest to zdecydowanie najlepszy wynik wśród wszystkich partii. Na drugim miejscu uplasowali się kandydaci Prawa i Sprawiedliwości, którzy nieznacznie wyprzedzili kandydatów Polskiego Stronnictwa Ludowego. Myślę, że warto zwrócić uwagę na dobry wynik PSL pod tym względem. Partia ta ma raczej wizerunek wiejskiej i nienowoczesnej, która swój przekaz kieruje raczej do wyborców ubogich i mieszkających na obszarach wiejskich, gdzie wciąż wielu ludzi jest pozbawionych dostępu do sieci. W ostatnim czasie PSL bardzo stara się jednak zerwać z tym wizerunkiem i pokazuje się jako partia nowoczesna, której nowe technologie nie są obce. Świadczy o tym nie tylko powyższa statystyka, ale także zamiłowanie szefa PSL Waldemara Pawlaka do technologicznych gadżetów. Warto też zwrócić uwagę, że wyborcza piosenka tej partii „Człowiek jest najważniejszy” opublikowana na serwisie YouTube, była chyba największym hitem zeszłorocznej kampanii.7 Wyświetlono ją prawie 250 tysięcy razy. Również spoty wyborcze tej partii zyskały dużą popularność.

Show 7 footnotes

  1. http://www.isp.org.pl/publikacje,1,513.html
  2. http://wyborcza.pl/1,75515,11348181,www_partyjny_banal_pl.html
  3. ibidem
  4. ibidem
  5. D. Batorski, M. Nagraba, J.M. Zając, J. Zbieranek, Internet w kampanii wyborczej 2001, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2012, s. 38
  6. D. Batorski, M. Nagraba, J.M. Zając, J. Zbieranek, Internet w kampanii wyborczej 2001, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2012, s. 49
  7. http://www.youtube.com/watch?v=hrHYXMvoBao
Print Friendly

Download PDF

O autorze
Były student socjologii obecnie w uniwersyteckiej separacji z tą dziedziną, jednakże pozostający z nią w nieformalnym, hobbystycznym związku. Jeden z pomysłodawców i założycieli portalu socjologa.