Co z polskimi medalami i sportem w tle?

Zarówno w mediach „lewicowych” jak i „prawicowych” nie trudno spotkać się z opinią, że Polakom słabo poszło na igrzyskach olimpijskich w Londynie. I nie jest to generalnie nieprawda. Dawno Polakom nie poszło na igrzyskach tak słabo. Ta sytuacja może się odmienić im plus albo im minus. Ale w tym tekście nie interesuje mnie za bardzo, jak to zrobić. Prześledzę tylko aspekty społeczne, które mogły kiedyś i mogą dziś determinować ten impas.

Nauki społeczne o sporcie

Igrzyska Olimpijskie zdają się być na tyle donośnym wydarzeniem, że angażują nie tylko uwagę kibiców. Interesują się nimi też naukowcy. Zwłaszcza widoczni są – przy najmniej dla mnie – ekonomiści, których interesuje zarówno wpływ sportu na gospodarkę, co i gospodarki na sport. W kwietniu br. w Gazecie Prawnej Piotr Rosik przytaczał opinię głównego ekonomisty CDM Pekao, Wojciecha Białka, iż zwykle w 8-12 lat po organizowaniu igrzysk olimpijskich państwa-organizatorzy bankrutują. Czytamy tam, że

Wielka Brytania stała sie niewypłacalna w 1932 r., w 12 lat po igrzyskach w Londynie. Niemcy reformę monetarną oznaczającą likwidację oszczędności obywateli przeprowadziły w 1948 r., 3 lata po przegraniu wojny i 12 lat po igrzyskach w Berlinie. Meksyk przestał regulować zobowiązania w 1982 r., 14 lat po organizacji igrzysk. ZSRR zbankrutował w 1989 r., 9 lat po igrzyskach w Moskwie1.

Prawidłowość ta wg autorów nie ogranicza się tylko do letnich igrzysk olimpijskich, ale też do igrzysk zimowych (patrz Jugosławia) i Mistrzostw Europy w piłce nożnej (Grecja, Portugalia). Teza ciekawa, ale myślę, że silnych gospodarek ona nie dotyczy. Trudno dziś wyobrazić sobie bankructwo organizujących igrzyska w 2008 roku Chin. Zostawiam na boku sprawę wpływu sportu na gospodarkę, nie przyjrzę się również sensu stricto wpływowi gospodarki na sport, bo jest to portal socjologa, a nie ekonomisty. Spróbuję odnieść się do czynników społecznych (czyli kulturowych, politycznych i gospodarczych), chcąc wyjaśnić determinanty olimpijskiego sukcesu. Choć przyznaję, że ekonomiści prężniej i ciekawiej reagują na wyzwania bieżących sportowych wydarzeń niż socjologowie, dlatego zacznę od ich ustaleń. Potem dojdę do spraw interesujących bardziej socjologa. Zacznę jednak od danych, zgodnie z podejściem proponowanym przez Stephena Levitta>2, że „liczby – w przeciwieństwie do ludzi – nie kłamią”. Poza tym, że liczby nie kłamią, należy pamiętać, że czasami kłamcy liczą3, czyli używają ich instrumentalnie. Postaram się tego nie robić.

Model predykcyjny

Od kilku lat Daniel Johnson4, ekonomista z mało bluszczowego Colorado College5, ale jednak absolwent bardziej bluszczowych London School of Economics i Yale znany jest głównie ze swojego modelu prognozowania zdobywania medali olimpijskich. Opracował bowiem wzór, w który uwzględnia dochód na głowę mieszkańca danego kraju, wielkość populacji kraju i czynnik przewagi wynikającej z bycia gospodarzem albo krajem sąsiadującym z gospodarzem6. Liczy się też to, jak bardzo tożsamość kulturowa danych narodów koncentruje się wokół sportu. Prognozy te sprawdzają się w od 87% do 95 proc7. Jak mówi badacz,

 [j]est wielce pewne, że bogate państwa, z dużą liczbą ludności, żyjące w chłodniejszym klimacie, a przy tym posiadające demokratyczny system rządów przy jednoczesnym skupieniu władzy w rękach jednej partii, zdobywają dużo więcej medali niż państwa o mniejszej populacji, mniejszym dochodzie czy wojskowym systemie rządów8.

Ale od początku. Co zatem może determinować sukces jakiegoś kraju w sporcie? Mieliśmy u Johnsona jego liczbę ludności, bogactwo, klimat, ustój i poziom sportowego patriotyzmu. Zacznijmy od sprawy dla socjologa podstawowej – liczby ludności. Gdy spojrzy się na społeczeństwo w tzw. przez socjologów perspektywie makro, to należy zauważyć, że talenty i umiejętności sportowe to cechy, których rozkład w populacji – jak sądzę – przyjmuje kształt krzywej rozkładu normalnego. To znaczy, że najwięcej jest jednostek średnich a zupełnie słabych i wybitnie dobrych jest zdecydowanie mniej. Na igrzyskach liczą się, co jasne, tylko wybitni im plus. Liczba takich jednostek w populacji zależy tylko od jednego czynnika – od liczebności populacji. Zatem najlepszymi krajami w klasyfikacji medali olimpijskich powinny być kraje najludniejsze. A tak do końca nie jest. Chiny i USA od 2008 roku, jak wiadomo rywalizują o zwycięstwo w medalowej klasyfikacji generalnej. Wcześniej USA rywalizowało z ZSRR/Rosją. W 2012 roku USA jest trzecim najludniejszym państwem, Chiny są pierwszym, drugim Indie. I właśnie Indii brakuje do potwierdzenia zasady ilościowego prawdopodobieństwa. W Pekinie obywatele tego państwa zdobyli tylko trzy medale, dzięki czemu zostali sklasyfikowani na 50 pozycji9. Dlaczego? Tu pojawia się inny aspekt społeczno-kulturowych. Najpopularniejszym sportem w Indiach jest krykiet (w Pakistanie zresztą też10. Jest to pokłosiem brytyjskiej dyfuzji kulturowej, która dość intensywnie miała miejsce w latach, gdy Indie były brytyjską kolonią, czyli prawie sto lat (1858-1947). Swoje znaczenie ma też odmienna tradycja sportowa, wszak w Indiach uprawia się poza krykietem (który był dyscypliną olimpijską tylko w 1900 roku) głównie hokej na trawie i różne inne tradycyjnie indyjskie sporty: kabadd, kushti albo mallakhamb11.

Bogactwo państwa liczy się jako czynnik w wynikach na zawodach sportowych nie tylko dlatego, że przekłada się na lepszą infrastrukturę treningową. Chodzi też o to, że treningi dla dzieci często są na tyle kosztowne, że wymagają od rodzin znacznych nakładów finansowych,  czytamy w BBC12. Jest to prawdą, ale tylko w niektórych sportach, tych wymagających infrastruktury treningowej (rowery do kolarstwa halowego, sprzęt do tenisa…) i ingerencji trenerów. Pewne sporty z ciężkiej (podnoszenie ciężarów) albo lekkiej atletyki (biegi, skok w dal), jak podejrzewam nie wymagają kosztownego dodatkowego sprzętu, a raczej umiejętności, które przydają się w gospodarce przemysłowej i rolniczej (tj. w krajach rozwijających się), czyli siły i wytrwałości. W gospodarce opartej na wiedzy (tj. w krajach rozwiniętych) cechy te nie są koniecznymi do osiągnięcia sukcesu zawodowego. W społeczeństwach o takim rodzaju gospodarki sport dla generalnie jest formą konsumpcji kulturowej (co nie dotyczy klasy robotniczej i underclass tam). A uprawianie sportu (tak jak i muzyki) jest sposobem na ominięcie zawodowych wymogów awansu społecznego. Sport pozwala ominąć strukturalne schody awansu społecznego, jest swego rodzaju winda strukturalna.

Jasne jest, że klimat na pewno też się liczy jako determinanta sukcesu. Sprawa jest na tyle oczywista, że nawet powstawały bazujące na „wydarzeniach autentycznych” komedie na ten temat (zob. Cool Runnings, 1993, reż.: Jon Turteltaub). Nie bez kozery mocna pozycja w rankingu igrzysk zimowych takich krajów, jak Norwegia (lider), Austria (trzecia pozycja) lub Finlandia (szóste miejsce), które przecież w klasyfikacji ogólnej zajmują niższe pozycje – kolejno: 22, 39 i 14.

Co do prymatu ustroju demokratycznego nad reżimami wojskowymi w medalowym wyścigu, to jest wiele wątpliwości. Związek Radziecki mimo swego ponad dwudziestoletniego niebytu w medalowej klasyfikacji wszechczasów ustępuje z liczbą 2377 medali tylko Stanom Zjednoczonym. ZSRR startowało w igrzyskach w latach 1952-1988, mając naprawdę dobrą skuteczność medalową. Następną w rankingu Francję dzieli od ZSRR aż niecałe 500 medali. Widać zatem, jaki potrafił wywrzeć wpływ na sporcie reżim niedemokratyczny, który przecież kładł ogromny nacisk na wychowanie ideologiczne swych obywateli. Łączy się z tym (co prawda dość luźno) ostatni czynnik, czyli poziom patriotyzmu.

Jako socjolog, chcę jednak bardziej podkreślić ten ostatni, niewymierny wprost element modelu – jakoś pojętą dumę narodową sportowców. Owy duch walki czy ideologię zwiększającą skłonność konkretnych sportowców do tego, by dać z siebie wszystko w imię wyobrażonej wspólnoty, z którą się reprezentuje i z którą czuje się więź.

Medalowa sprawa polska

Zajmijmy się jednak tylko Polską, bo przecież to od naszego kraju zacząłem swój wywód. Na tę potrzebę wesprę się statystykami. Zacznijmy od tego, że Polska w rankingach wielkości obszaru krajów na świecie zajmuje 70. miejsce a pod względem liczby ludności 33. W myśl powyższych ekonomicznych koncepcji Polska nie zasługuje na obfitość medali godną Chin, USA, czy nawet Niemiec. Jednak w medalowym rankingu wszechczasów Polska zajmuje 19 pozycję jeśli chodzi o igrzyska letnie i 24 pozycję w igrzyskach zimowych.

Z wiadomych względów Polska po raz pierwszy wzięła udział w 1924 roku w Paryżu. Cztery lata wcześniej niepodległa II Rzeczpospolita odrzuciła ofertę uczestnictwa w zawodach w Antwerpii. Powodem oczywiście była wojna bolszewicka. Polska (a dokładniej Polska Rzeczpospolita Ludowa) nie uczestniczyła także w igrzyskach letnich w Los Angeles w 1984 roku, czego powodem był bojkot. Poza tymi dwoma wyjątkami nasza reprezentacji uczestniczyła we wszystkich igrzyskach w dobie swej niepodległości.

Tabela 1. Liczba polskich uczestników letnich igrzysk olimpijskich na jeden zdobyty medal

Rok/Miasto Liczba Polaków na igrzyskach Ilość polskich medali Ilość polskich olimpijczyków na jeden medal
1924 Paryż

75

2

37,50

1928 Amsterdam

79

5

15,80

1932 Los Angeles

20

7

2,86

1936 Berlin

111

6

18,50

1948 Londyn

24

1

24,00

1952 Helsinki

123

4

30,75

1956 Melbourne

64

9

7,11

1960 Rzym

185

21

8,81

1964 Tokio

138

23

6,00

1968 Meksyk

176

18

9,78

1972 Monachium

288

21

13,71

1976 Montreal

207

26

7,96

1980 Moskwa

306

32

9,56

1988 Seul

153

16

9,56

1992 Barcelona

205

19

10,79

1996 Atlanta

164

17

9,65

2000 Sydney

191

14

13,64

2004 Ateny

202

10

20,20

2008 Pekin

263

10

26,30

2012 Londyn

218

10

21,80

 

Źródło: opracowanie własne, za: MKOL, www.olimpics.org. Wszystkie pozostałe statystyki też opieram na tym źródle.

Przypatrzmy się teraz polskim statystykom. Ogółem w letnich nowożytnych igrzyskach Polska reprezentowana była 3192 razy, zdobywając 270 medali, co daje średnią niemal 12 reprezentantów na jeden medal. Prześledźmy jednak poszczególne igrzyska, pamiętając, że teoretycznie wysoka liczebność reprezentacji powinna zwiększać szanse na wysoką ilość medali. Najwięcej naszych reprezentantów, bo 306 było w 1980 roku w Moskwie. Stamtąd też przywieźliśmy najwięcej medali – 32. To daje wynika około 10 sportowców na jeden medal. W Moskwie sportowcy z Polski stanowili też największy w dziejach odsetek polskich uczestników – 5,91%. Dodajmy, że najlepszy stosunek liczby medali do liczby uczestników mieliśmy w 1932 roku w Los Angeles, niecałe 3 osoby na jeden krążek. Taki wynik nie powtórzył się już nigdy w historii polskiego sportu. No ale w 1964 roku w Tokio na jeden medal przypadało 6 sportowców. Najgorzej ze skutecznością reprezentacji jednak było w latach 1924 (prawie 40 sportowców na jeden medal), 1952 (nieco ponad 30 osób na jeden medal) i w 2008 (trochę ponad 26 osób na jeden krążek). Ale przecież w teoriach ekonomistów mówiono też o liczebności populacji biorącego udział w igrzyskach państwa. I tu mamy pewną nieścisłość w przypadku Polski, bo liczba jej mieszkańców generalnie od 1924 roku wzrastała, a ilość zdobytych medali nie. Dlaczego? Co nie zagrało w teorii prawdopodobieństwa? To, jak myślę, że owo prawo rozkładu normalnego działa tak, że zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegoś zdarzenia, gdy inne czynniki mu nie zakłócają tego. A tu właśnie inne czynniki były tu istotniejsze. Sytuacja społeczno-polityczna przede wszystkim. Przed II wojną światową sport był mniej sprofesjonalizowany. Sama wojna odmieniła oblicze polskiego społeczeństwa, co przecież jasne, powodując najbardziej zauważalne straty ludnościowe.  Polska reprezentacja na igrzyskach zwiększała ilość zdobytych medali. Widać jednak ciekawą zależność, gdy prześledzi się ilość Polaków na igrzyskach w odniesieniu do ich lokalizacji. Gdy igrzyska były blisko, Polaków jechało nagle więcej (Berlin 1936, Monachium 1972). Natomiast jak były one dalej, np. na innym kontynencie (Los Angeles 1932, Melbourne 1956, Montreal 1976), to obserwować można spadek uczestnictwa Polaków. Ta teza ma jednak ograniczone czasowo działanie, bo po 1996 roku kompletnie nie widać korelacji dodatniej odległości miejsca igrzysk z liczebność polskiej reprezentacji. Co więcej, do Londynu, bliższego geograficznie (a i społecznie przez liczną Polonię) pojechało mniej olimpijczyków niż do Pekinu.

Wykres 1. Liczba Polaków na letnich igrzyskach olimpijskich

Ale zauważalne jest, że wzrasta liczba Polaków na igrzyskach nawet w swych najniższych wychyleniach. Ostatnio najmniejsza reprezentacja pojechała na igrzyska do Seulu w 1988 roku. Jednak – jak sądzę – nie ma to związku ze wzrostem polskich profesjonalnych umiejętności sportowych, gdyż w całej historii letnich igrzysk wzrosła zdecydowanie liczba rozgrywanych konkurencji. W 1896 roku było zaledwie 43 konkurencji, podczas gdy w tym roku w Londynie odbyło się ich aż 302.

Wykres 2. Liczba konkurencji olimpijskich w poszczególnych latach

W takim razie porównajmy liczbę polskich medali z liczbą możliwych medali do zdobycia. Wystarczy przemnożyć liczbę wszystkich konkurencji przez trzy. W ten sposób zobaczymy inne oblicze polskiej skuteczności olimpijskiej. Największy odsetek medali przypadł nam w Moskwie w 1980 roku, było to 5,25%. Następnie w Tokio w 1964 roku zdobyliśmy 4,7% i 4,67% w 1960 roku w Rzymie medali. W latach 1960-1980 olimpijska reprezentacja Polski nie zdobywała mniej niż ok. 3,5% medali. Natomiast przez czterdzieści lat, od 1956 do 1996 roku nie spadaliśmy poniżej medalowego 2%. Po igrzyskach w Seulu widać tylko konsekwentny spadek tego odsetka.

Tabela 2. Odsetek medali zdobytych przez Polaków

Rok i miejsce igrzysk Liczba dostępnych medali Ilość medali zdobytych przez Polaków Polskie medale a wszystkie medale ogółem [%]
1924 Paryż

378

2

0,53

1928 Amsterdam

327

5

1,53

1932 Los Angeles

357

7

1,96

1936 Berlin

387

6

1,55

1948 Londyn

408

1

0,25

1952 Helsinki

447

4

0,89

1956 Melbourne

435

9

2,07

1960 Rzym

450

21

4,67

1964 Tokio

489

23

4,70

1968 Meksyk

516

18

3,49

1972 Monachium

585

21

3,59

1976 Montreal

594

26

4,38

1980 Moskwa

609

32

5,25

1988 Seul

711

16

2,25

1992 Barcelona

858

19

2,21

1996 Atlanta

813

17

2,09

2000 Sydney

903

14

1,55

2004 Ateny

903

10

1,11

2008 Pekin

906

10

1,10

2012 Londyn

906

10

1,10

Może po prostu w owych czterdziestu latach „sukcesów” (1956-1996) i dwudziestu latach wybitniejszych sukcesów Polaków na letnich igrzyskach (1960-1980) wysyłaliśmy więcej reprezentantów? Korelacja dodatnia pojawia się, coś więc jest na rzeczy, ale interesujące są bardziej odchylenia od tej korelacji. Bowiem w latach 1956-1976 odsetek Polaków uczestniczących w igrzyskach był niższy od odsetka medali, jaki przywozili z igrzysk. Zatem statystycznie polscy sportowcy byli po prostu w tych latach skuteczniejsi. Największa różnica między tymi liczbami była w roku 1964 na igrzyskach w Tokio, gdzie 2,68% uczestników zdobyło 4,7% medali. Po igrzyskach w 2000 roku tendencja jest kompletnie odwrotna. W latach 2000-2008 coraz większy odsetek polskich uczestników zdobywa coraz mniejszy odsetek medali. W Londynie w 2012 roku trend ten nieco się załamał z uwagi na to, że na igrzyska pojechało mniej polskich sportowców Z ciekawą sytuacją mieliśmy do czynienia w Moskwie w 1980 roku, zdobyliśmy najwyższy odsetek medali i mieliśmy najliczniejszą reprezentację. Jednak nie był to igrzyska polskiego największego sukcesu, bo odsetek zdobytych medali był niższy nieco od odsetka polskich uczestników. Spowodowane to było zapewne tym, że moskiewskie igrzyska były bojkotowane przez wiele krajów zachodnich (USA, RFN, Kanadę)13, przez co wielu zawodników, którzy mieli medalowe szanse po prostu nie uczestniczyło.

Wykres 3. Odsetek medali dla Polaków (niebieska linia) i odsetek Polaków wśród uczestników igrzysk (czerwona linia)

Jednak medal medalowi nie równy. Co prawda mówi się, że większa radość towarzyszy olimpijskiemu brązowi, niż srebru, bo srebro oznacza porażkę z tym, kto zdobył złoto a brąz zwycięstwo z tym, kto był czwarty i nie stanie na podium, ale przyjmijmy logikę obiektywną, że złoto jest cenniejsze od srebra, a srebro od brązu, tak jak w klasyfikacjach medalowych standardowo przyjmuje się. W zestawieniu nadającym takie właśnie wagi14 polskim medalom okazuje się, że najlepszymi igrzyskami dla polskich olimpijczyków były igrzyska w Moskwie, ale z powodu bojkotu (por s. 4) trzeba wziąć poprawkę i uznać jednak igrzyska w Monrtealu za najlepsze dla Polski. Na wykresie 3 widzimy także, jak po „zapaści”  jakości medalowej na igrzyskach w Seulu, w Barcelonie, Atlancie i Sydney osiągano nienajgorsze wyniki medalowe. Natomiast od igrzysk w Atenach polska forma medalowa jest gorsza od tej do której przyzwyczailiśmy się w dobie PRLu. Tegoroczny wynik 16 punktów wagowych za medale porównywalny jest tylko z wynikiem osiągniętym przez naszą reprezentację w 1956 roku w Melbourne.

Wykres 4. Jakość polskich medali na letnich igrzyskach

Inną dobrą miarą polskich (braków) sukcesów i może być ilość konkurencji przypadająca mieliśmy jeden polski medal? Dzięki temu będziemy wiedzieli, jak bardzo faktyczne polskie osiągnięcia są zachwiane przez potrójny wzrost ilości konkurencji w latach 1924-2012.

Wykres 5. Na ile konkurencji przypada jeden polski medal?

Średnio na jedne igrzyska na jeden polski medal przypadało ok. 26 konkurencji. Na powyższym czwartym wykresie widzimy, że największą nieskutecznością Polacy wykazali się w 1948 roku, kiedy na jeden polski medal (był to brąz w boksie) przypadało 136 konkurencji. Od 1988 roku tak, jak w przypadku opisywanych już wcześniej statystyk, konsekwentnie spada polska skuteczność. Znowu potwierdza się teza, że złoty okres dla polskiego sportu olimpijskiego to lata 1960-1980.

I co z tego? Dlaczego było, jak było i jest, jak jest?

Dobrze. Tyle opisu statystyk. Samymi statystykami socjologia nie stoi. Ważniejsza jest interpretacja. Mamy szereg ustaleń. Czas na wyjaśnienie. Przypomnę wniosek, który wynika z wszystkich przytoczonych danych. Lata 1960-1980 to złoty okres polskiego sportu. Sądzę, że ten fakt odnieść należy do tego, że owe lata to czas stabilizacji systemu socjalistycznego w Polsce. Przede wszystkim zawiera się w nim okres tzw. gierkowskiej „małej stabilizacji” a także czasy poprzedzające ją. Są to czasy, w których kariera sportowa była obietnicą lepszego życia, którego składową były choćby wyjazdy zagraniczne. Obecnie kariera sportowa nie wydaje się być atrakcyjniejsza od alternatyw w postaci pracy w sektorze biznesowym albo publicznym. Pamiętajmy też o tym, że kariery sportowe są karierami młodości. Po zakończeniu kariery sportowej większość byłych sportowców musi zaczynać od kariery nowa w innych branżach. Dalsze ścieżki kariery emerytowanych sportowców w charakterze trenerów albo działaczy sportowych typu Grzegorza Laty (Polski Związek Piłki Nożnej) są możliwe, ale taki los może spotkać mniejszość. Zatem treningi wymagające lat wyrzekania się zbytków dostępnych w kulturze konsumpcyjnej mogą być niewarte swojej ceny. We współczesnej kulturze konsumpcyjnej jednak sport jest obecny, w dodatku jest promowany w ramach działań zgodnych z ideą mody na zdrowe życie. To prawda, ale należy pamiętać, że sport jest promowany raczej jako aktywność dodatkowa, amatorska, najdalej idąc półprofesjonalna, nie zaś zawodowa. Myślę, że z tego względu obieranie przez młodzież karier sportowych może stawać się coraz mniej popularne. Ciekawym byłoby sprawdzenie, jaki prestiż wśród rówieśników mają polskie odpowiedniki amerykańskich kapitanów szkolnych drużyn sportowych i czy polskie, najatrakcyjniejsze odpowiedniczki amerykańskich cheerleaderek równie skłonne są fascynować nimi.

Wróćmy jednak do danych. Te przedwojenne (wykres 3 i 4) pokazują, jak jeszcze przed drugą wojną światową budowano polskie sukcesy. Wojna przerwała ten proces, co pokazują polskie wyniki na igrzyskach w 1948 roku, kiedy pojechało 24 sportowców sportowców, by przywieźć jeden medal. Dla porównania, daje to podobną średnią, co ok. 26 polskich olimpijczyków na jeden polski medal w Pekinie w 2008 roku. Władze PRLu jednak dość sprawnie odbudowały infrastrukturę organizacyjną polskiego sportu i w 16 lat po manifeście Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego reprezentacja olimpijska święciła w Rzymie sukcesy, zajmując 9 miejsce w klasyfikacji medalowej. Dla porównania, w 15 lat po wyborach czerwcowych, w Atenach Polska w klasyfikacji generalnej zajęła 23 miejsce. Myślę, że igrzyska z Rzymu i z Atlanty były przełomowe. Te pierwsze w sensie pozytywnym, te drugie w negatywnym. Sądzę, że wyznaczyły one trendy na nadchodzące lata, co nie jest dla polskiego sportu dobrą wieścią. Owo półtorej dekady pokazuje, jak można zbudować albo zniszczyć dobrze funkcjonujący profesjonalny sport. Rzecz nie rozbija się tu tylko i wyłącznie o finanse, czasami może brakować pomysłu. Sprawę generowania idei dla naprawy polskiego sportu zostawiam innym, bardziej kreatywnym i decyzyjnym niż ja. Wracam do interpretacji.

Znajdująca się za tzw. żelazną kurtyną polska nolens volens uczestniczyła zimnej wojnie. Dla ZSRR igrzyska olimpijskie były jedną z okazji dla pokazania światu, że socjalizm triumfuje nad kapitalizmem, jak ZSRR pokonuje USA w klasyfikacji medalowej. Wciągnięta w te rozgrywki Polska jako kraj stowarzyszony z ZSRR również miała swoją ideologię, treść ducha rywalizacji. Albo pokazać ZSRR, że jest się z nimi w jednym obozie, albo przeciwnie pokazać kolonizatorom zza wschodniej granicy, że jest się od nich lepszymi. Fakt faktem duch w narodzie był. Obecnie – jak mi się wydaję – „duch w narodzie ginie”, że posłużę się powiedzeniem zasłyszanym parę lat temu na weselu, kiedy to ostatni goście opuścili imprezę chwilę po godzinie pierwszej, w nocy. Ten czynnik niedoceniany według mnie przez Daniela Johnsona może mieć decydujące znaczenie w przypadku krajów pokroju Polski (tych o nie za wysokim PKB), która poza odziedziczonymi po PRLu dogorywającymi tradycjami trenerskimi czy niszczejącą infrastrukturą ma jeszcze całkiem sporo obywateli (co też w nadchodzących latach ulegnie zmianie na minus). Bez stworzenia systemu motywacji w dzieciach interesujących się sportem, nie uda się osiągać profesjonalnych sukcesów, pytanie tylko czy tego chcemy? Bo i po co nam to?

Show 14 footnotes

  1. http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/608647,wielkie_imprezy_sportowe_wielkie_nieszczescie.html
  2. Zob. Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner. 2007. Freakonomia. Świat od podszewki, Kraków: Znak.
  3. Liczby nie kłamią, ale kłamcy liczą to słowa wypowiedziane przez C.H. Grosvenora (1833–1917), amerykańskiego pułkownika podczas wojny domowej w USA w latach 1860–1865.
  4. http://www.coloradocollege.edu/academics/dept/economics/people/profile.dot?person=johnson_daniel_k-n
  5. http://www.coloradocollege.edu/
  6. faculty1.coloradocollege.edu/~djohnson/Olympics.html
  7. http://faculty1.coloradocollege.edu/~djohnson/Olympics/OlympicsPressRelease2012.pdf
  8. cyt. Rzeczpospolita, za: London School of Economics
  9. http://pl.wikipedia.org/wiki/Klasyfikacja_medalowa_Letnich_Igrzysk_Olimpijskich_2008
  10. www.sport.pl/sport/5,65025,9350003,Wielki_mecz_Indii_z_Pakistanem__miliard_ludzi_wstrzymalo.html
  11. http://pokazywarka.pl/0b38ze-2/
  12. http://www.bbc.co.uk/news/magazine-18976333
  13. http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/65/Olympic_boycotts_1976_1980_1984.PNG
  14. Jakość polskich medali na igrzyskach olimpijskich liczona przy użyciu wag, gdzie brązowemu medalowi opowiada waga 1, srebrnemu waga 2 a złotemu waga 3. Wartość liczona wg wzoru Bx1+Sx2+Zx3, gdzie symbole B, S i Z oznaczają kolejno ilość brązowych, srebrnych i złotych medali zdobytych przez Polaków na letnich igrzyskach olimpijskich.
Print Friendly

Download PDF

O autorze
Absolwent socjologii i etnologii na UMK, obecnie doktorant na UWr, gdzie obrał sobie eksperymentalnie muzykologię, bo zainteresował się na studiach socjologią muzyki. O niej właśnie prowadzi blog. Poza tym lubi rozwijać swoją wiedzę o gospodarce i socjologii tejże.